Absurdy Stanu Wojennego - 3 lata więzienia za odręcznie napisaną ulotkę!

Przeglądając teczki IPN dotyczące stanu wojennego, natknąłem się na wyrok Sądu Wojewódzkiego w Białymstoku, Wydział II Karny w sprawie Lecha Kraszewskiego syna Mieczysława i Weroniki z domu Orłow, urodzonego 28 maja 1950 r. w Knyszynie. Nie spotkałem się z wieloma sprawami tego typu dotyczącymi mieszkańców naszego powiatu, więc z podwójną uwaga przyjrzałem się materiałom źródłowym. Sprawa L. Kraszewskiego rozpatrzona została w trybie doraźnym 19 stycznia 1982 r. Sprawę prowadziło 3 sędziów: Przewodnicząca SSW - Janina Serżysko, Sędziowie SSW - Zygmunt Kaluta, Antoni Kołdys, natomiast oskarżycielem - wiceprokuratorem był Zbigniew Pannert. W/w oskarżony został o to że: mimo zawieszenia dekretem z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym działalności NSZZ "Solidarność", jako były przewodniczący zakładowej komisji tego związku przy STW w Mońkach, nie odstąpił od działalności związkowej, wywieszając w dniu 28 grudnia 1981 r. w Knyszynie ulotkę o treści "żądamy uwolnienia więźniów politycznych - MKR "Solidarność" tj. o czyn przewidziany w art. 46 ust.1 dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym. W konsekwencji Lech Kraszewski zostaje uznany winnym dokonania zarzuconego mu czynu i za to wymierza mu karę 3 lat pozbawienia wolności, a także pozbawia go praw publicznych na okres trzech lat. Na poczet orzeczonej kary pozbawienia wolności zaliczono okres tymczasowego aresztowania od dnia 28 grudnia 1981 r. Ponadto sąd obciążył oskarżonego kosztami opłat sądowych w wysokości 4 200,00 zł

Niestety nie znalazłem informacji o dalszym losie p. Lecha Kraszewskiego, poza tym, że wyjechał za granicę, po odbyciu połowy zasądzonej kary został warunkowo zwolniony, a w 1990 r. podczas rewizji nadzwyczajnej został uniewinniony. Poniżej prezentuję scan odręcznie wykonanej ulotki za którą oskarżony został skazany na 3 lata. Cytuję także znalezione fragmenty materiałów tematycznych, które udało mi się wyszukać:

Jak jednak wynika z lektury akt dostępnych w Instytucie Pamięci Narodowej, Zbigniew Pannert w okresie stanu wojennego był prokuratorem usłużnym wobec władz komunistycznych. Na podstawie przygotowanych przez niego aktów oskarżenia skazano dwóch działaczy "Solidarności" - Lecha Kraszewskiego i Ryszarda Szczęsnego. Z zeznań represjonowanych (jeden z nich nie żyje, drugi od wielu lat jest za granicą), które są w posiadaniu IPN, wynika, że Pannert w dotyczących ich procesach gorliwie wypełniał dyrektywy władz PRL. Za próbę wywieszenia na płocie w Knyszynie przez Kraszewskiego ulotki antykomunistycznej, formatu kartki zeszytu, prokurator Zbigniew Pannert domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności i pozbawienia praw publicznych. Nawet ówcześni sędziowie uznali ten prokuratorski wymiar kary za zbyt surowy i go zmniejszyli. Adam Białous [w] Bibuła Pismo niezależne - 2011

Działacze Klubu WIR przypominają, że Zbigiew Pannert żądał kary trzech lat więzienia dla Lecha Kraszewskiego za ulotkę ze słowami: "Uwolnić więźniów politycznych", które napisał w obronie swoich kolegów. Był aresztowany w czasie próby jej powieszenia. "To jest nadgorliwość, nadgorliwość i jeszcze raz nadgorliwość" - powiedział Wasilewski. Sąd taką karę wymierzył, Kraszewski wyszedł z więzienia po odbyciu połowy kary. Przewodniczący klubu WIR Krzysztof Wasilewski, Polskie Radio.pl, 31.01.2011

W Białymstoku i w terenie rozpoczęły się też pierwsze aresztowania. Zatrzymywano głównie organizatorów strajków, drukarzy i kolporterów ulotek. Stosowano wobec nich zazwyczaj doraźny tryb postępowania karnego, nakazujący bezwzględne stosowanie aresztu tymczasowego i przewidujący kary więzienia od trzech lat wzwyż bez zawieszenia za przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu państwa. Wobec wyroku wydanego w tym trybie, poza rewizją nadzwyczajną - nie było odwołania. Można było co najwyżej skarżyć zasadność zastosowania tego trybu. O rzeczywistej represyjności białostockich sądów w tym okresie niech świadczy fakt, że np. Bogusława Dębskiego skazano błyskawicznie na dwa lata więzienia, zaś Ryszarda Boruckiego na półtora roku. Wyjątkowo drastycznie potraktował Sąd Wojewódzki w Białymstoku Lecha Kraszewskiego z Knyszyna, który 27 grudnia, wracając z bożonarodzeniowego przyjęcia, wywiesił na płocie jedną, napisaną ołówkiem ulotkę, w której domagał się zwolnienia z więzienia swoich kolegów. Kraszewski został skazany na trzy lata. Tomasz Danilecki, Łamanie sumień. 29. rocznica wprowadzenia stanu wojennego 2010-12-12, Cyfrowa Gazeta Wyborcza w Białymstoku

Najwięcej mogliby na ten temat powiedzieć dwaj skazani po prowadzonych przez Zbigniewa Pannerta śledztwach. Niestety, jeden z nich nie żyje, drugi od wielu lat przebywa za granicą. Zostały tylko akta. Wynika z nich, że młody, 31-letni wówczas prokurator gorliwie wypełniał dyrektywy władz PRL. Próbę wywieszenia przez Lecha Kraszewskiego ulotki uznał on za kontynuację działalności Kraszewskiego w "Solidarności?, a za to groziły bardzo wysokie kary. Nie przekonał go nawet fakt, że oskarżony był wtedy nietrzeźwy. Domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności i pozbawienia praw publicznych. Na tyle też skazał go sąd. Półtora roku później Kraszewskiego warunkowo zwolniono z więzienia, a w 1990 r. podczas rewizji nadzwyczajnej został on uniewinniony. "To nie była kontynuacja działalności związkowej? - orzekł wówczas niezależny sąd. Zbigniew Pannert pamięta sprawę Kraszewskiego. Podkreśla, że nie wygłosił mowy oskarżycielskiej, a podczas rozprawy prawie się nie odzywał. Poza tym byłem objęty tzw. aprobatą, tak jak wszyscy młodzi prokuratorzy. To szef decydował, czy miałem prawidłową koncepcję załatwienia sprawy - tłumaczy.

Anna Mierzyńska, Nie byłem bohaterem, 28 czerwca 2005, Gazeta Współczesna

25.05.205: opracował Arkadiusz Studniarek


2006 © e-Monki.pl & A. Studniarek