Jak to pod zaborami bywało

Przedstawiam oryginalna wersję artykułu który ukazał się 25 marca 1875 r. w gazecie "Wiarus"(nr 34) ukazującej się w Poznaniu. Najprawdopodobniej był to przedruk z Kuriera Warszawskiego. czasopismo wychodziło trzy razy w tygodniu, a wydawcą był Józef Ignacy Kraszewski. Przypominam, że był to okres kiedy Polska była pod zaborami. Goniądz leżał w zaborze rosyjskim, a Poznań w pruskim. Artykuł świadczy o tym, że wymieniano informację z gazet wydawanych we wszystkich zaborach.

ROZMAITOŚCI

Napad. Bardzo się mylą ci, którzy sądzą, że opryszków z pałkami zobaczyć już tylko można w bajce i że do tradycji przeszły gromadne napady zbójców i owa młynarka, która ucinając toporem głowy włażących do jej domu rabusiów, dwunastu ich w ten sposób położyła trupem. Oto nie dawniej jak przed kilku dniami zdarzył się następujący wypadek w powiecie białostockim w Królestwie Polskiem.

W okolicy m. Goniadza niedaleko granicy Królestwa mieszka w lasach w pobliżu osady Dobarz były strażnik miejscowych lasów rządowych nazwiskiem Chwietko, człowiek zapaśny w grosze. Zdarzyło się że Chwietko wyjechał na parę dni do Białegostoku zostawiwszy w domu żonę, owdowiałą córkę nazwiskiem Zaleska i krewnego dymisyonowanego żołnierza, którego zaproszono na ten czas dla bezpieczeństwa.

Około północy w izbie, w której nikt nie nocował dał się słyszeć łoskot wydobywanego gwałtem okna.

Mieszkańcy domu przebudzili się, zapalono światło i na jego widok złoczyńca się cofnął, ale w tejże chwili kobiety ujrzały z przerażeniem na białem tle śniegu po dwóch ludzi przy każdem oknie.

Wszyscy uzbrojeni byli pałkami a raczej kołkami z płotów i widocznie otoczyli dom do koła, ażeby w czasie rabunku nikt nie wymknął się z leśniczówki.

Żołnierz pochwycił za topór a kobiety uzbroił w zębate oście rybackie. O obronie całego domu nie można było myśleć; zamknięto się więc w izbie i alkierzu, pozostawiając złoczyńcom swobodny przystęp do reszty mieszkania. Dostali się też oni niebawem do izb opróżnionych, poczem rozpoczął się szturm kilkunastu opryszkówi rozpaczliwa obrona trojga ludzi. Mieszkańcy domu miedzy napastnikami rozpoznali dwóch starozakonnych, dalej poznali niektórych włościan ze wsi Szorce i Nowa Wieś, tudzież poddanego pruskiego, bawiącego w tej okolicy za pruskim paszportem.

Żydzi zdawali się kierować napadem, ale w pierwszy ogień pchali chrześcijan.

Przez wyłamane okna zaczęto ciskać na żołnierza i kobiety cegłami z pieca rozebranego w tym celu, na drugiej połowie domu starano się przytem ugodzić ich długimi żerdziami. Ale przystęp nie był łatwy, bo kobiety, a zwłaszcza mężna Zaleska, poraniły ością aż ośmiu napastników. Tymczasem drzwi zostały wyrąbane z zawiasami a tłoczący się w nie otrzymał od żołnierza tak silne cięcie toporem w rękę, że prawdopodobnie postradał ją na zawsze. Odnieśli go rabusie na drugą stronę, gdzie znalezioną watą usiłowali krzyczącemu w niebogłosy z wielkiego bólu krew zatamować.

Dłuższa jednak obrona w izbie była niepodobną, tembardziej, że żołnierz był już raniony w głowę cegłą. Cofnięto się więc do alkierza i zaryglowano drzwi za sobą.

Złoczyńcy dopełniwszy przeglądu zdobytej izby, w której znaleźli tysiąc kilkaset rubli, rozpoczęli szturm alkierza. Szczęściem że drzwi i zasuwy były mocne a okno w alkierzu jedno tylko i to bardzo maleńkie, nadzieja zaś znalezienia nowych skarbów niewielka a zbliżający się brzask dzienny niebezpieczny dla rabusiów. Temu to zbiegowi okoliczności oblężenia zawdzięczają swoje ocalenie i wyjście jako tako z bezprzykładnej kilkogodzinnej walki. Nacieracze za ukazaniem się dnia uciekli ale jak już wspominaliśmy, wszyscy prawie byli znani mieszkańcom domuoblężnego łatwo więc ślad ich pochwycono.

Obecnie zbóje siedzą już w więzieniu, ale tylko włościanie, bo starozakonni znikli beż wieści, jak to zwykle bywa w takich razach.

Wypadek powyższy uważać należy jako jedno z następstw uorganizowania się od lat kilkunastu w tych stronach a mianowicie w miasteczkach Jedwabno, Trzcianne i Sokoły, złodziei końskich. Napady na stajnie zastosowano tylko do domów mieszkalnych.

Przed paru laty władza korzystając ze wskazówek umieszczonych w jednem z pism warszawskich przez niewiadomego korespondenta, przyaresztowała w lasach okolicy goniądzkiej przeszło 200 nakradzionych koni, pasionych na pastewniku stale dla nich wynajmowanym. Formalne biuro było utworzone do oddawania tych koni zgłaszającym się właścicielom. Co do powyższego napadu to miały podobno z nim związek jakieś odgróżki czynione Chwietce przez pewnego izraelitę, który u leśnego strażnika pieniędzy pożyczywszy, oddać mu takowych nie chciał.

W całym tym fakcie godnem jest uwagi, że sprawcami rabunku nie byli biedacy, ale ludzie dość na swój stan zamożni. Dowód to arcywymowny, że sam dobrobyt bez zasad moralności i religii nie wpływa wcale na uszlachetnienie człowieka, który wbrew twierdzeniom czcicieli materii i siły życia społecznego gotów jest zawsze posunąć się do wszelkich nadużyć a nawet zbrodni. (zachowano oryginalną pisownię).

Słownik: - Żydzi z Trzciannego jeszcze w okresie międzywojennym słynęli z kradzieży koni
- Alkierz - w budownictwie wiejskim reprezentacyjna izba, sypialnia
- Starozakonni - wyznawcy religii mojżeszowej (judaizmu), żydzi
- Włościanie (chłopi) - warstwa społeczna zamieszkująca tereny wiejskie, zajmująca się produkcją rolną.

Opracował Arkadiusz Studniarek


2008 © e-Monki.pl & A. Studniarek